Dodatkowy urlop po macierzyńskim dla ojca — jak go wykorzystać mądrze
Dodatkowy urlop po macierzyńskim kojarzy się zazwyczaj z tym, że „mama trochę dłużej posiedzi w domu”. Tymczasem w wielu wariantach to właśnie ojciec może odegrać w nim główną rolę – przejmując opiekę nad dzieckiem na dłuższy czas, już po zakończeniu podstawowego urlopu macierzyńskiego. I znowu: szczegóły prawne zależą od konkretnego stanu przepisów, ale idea pozostaje podobna – jest to możliwość świadomego przedłużenia okresu, w którym jedno z rodziców jest intensywnie obecne przy dziecku.
Kiedy nasz Krzyś był mały, ten dodatkowy czas wydawał mi się czymś „ponad standard”. Czymś, na co „stać” tylko tych, którzy mają idealnie poukładane finanse i bardzo elastyczne firmy. Później zobaczyłem, że czasem to nie jest kwestia bycia „bogatym”, tylko odważnego podjęcia decyzji, że na chwilę zwalniamy tempo i ustawiamy priorytety trochę inaczej.
Co może dać rodzinie dodatkowy urlop?
Wyobraź sobie kilka tygodni lub miesięcy, w których nie próbujesz na siłę łączyć pełnego etatu, dojazdów, nadgodzin i zmęczenia z byciem ojcem małego dziecka. W których dni są zorganizowane wokół rytmu waszej rodziny, a nie wyłącznie wokół kalendarza spotkań. W których możesz naprawdę zobaczyć, jak Twoje dziecko uczy się nowych rzeczy z dnia na dzień, zamiast oglądać to tylko w weekendy.
Dla nas taki czas był czymś w rodzaju „przestrzeni przejściowej”. Po intensywnym okresie okołoporodowym, w którym większość ciężaru opieki spoczywała na żonie, dodatkowy urlop pozwolił wyrównać proporcje. Mogliśmy się na nowo poukładać jako para i jako rodzina, szukając równowagi między pracą a domem. Z perspektywy czasu widzę też, jak bardzo ten okres wpłynął na więź z dziećmi – to był czas, kiedy mieli mnie „na wyłączność” dużo częściej niż zwykle.
Strach przed „dziurą w CV”
Jednym z najczęstszych argumentów, które słyszę od ojców, jest lęk przed „dziurą w CV”. Boją się, że jeśli skorzystają z dodatkowego urlopu, stracą rozpęd zawodowy, wypadną z obiegu, zostaną zapomniani. I jest w tym trochę prawdy – przez pewien czas faktycznie może cię być mniej w pracy. Ale pytanie brzmi: czy wszystko, co ważne w twoim życiu, dzieje się w CV?
Kiedy przeglądam dziś swoje zawodowe doświadczenia, widzę między projektami, launchami i zmianami ról jeszcze coś innego: okresy, kiedy byłem mocno obecny w domu. To się nie zapisuje w formalnych dokumentach, ale zapisuje się głęboko we mnie i w moich dzieciach. Z perspektywy czasu okazało się też, że „dziura w CV” nie jest końcem świata. Czasem wręcz przeciwnie – staje się źródłem nowych kompetencji: zarządzania chaosem, cierpliwości, organizacji dnia, komunikacji. Tyle że rekruterzy nie zawsze umieją je od razu nazwać.
Jak przygotować się finansowo?
Nie będę udawał, że decyzja o dodatkowym urlopie nie dotyka finansów. Dotyka. Dlatego nie ma sensu zaklinać rzeczywistości, tylko usiąść z kartką (albo Excelem) i policzyć. Co się zmieni? Jakie będą wpływy, jakie koszty? Gdzie możemy przyciąć wydatki na jakiś czas? Czy są rzeczy, które możemy odłożyć? Czy jest coś, co możemy zbudować przed urlopem, żeby mieć większy spokój (np. poduszkę finansową)?
Pamiętam wieczór, kiedy razem z żoną rozłożyliśmy na stole rachunki, wydatki i przychody. To nie była najromantyczniejsza kolacja w naszym małżeństwie, ale jedna z ważniejszych. Zobaczyliśmy czarno na białym, na co nas stać, a na co nie. Ustaliliśmy też, że na pewne rzeczy świadomie się godzimy: mniej wyjazdów, mniej zakupów, więcej prostoty. Dzięki temu, kiedy podjęliśmy decyzję o skorzystaniu z dodatkowego czasu, wiedzieliśmy, jaka jest cena – i nie czuliśmy się później oszukani przez rzeczywistość.
Co robić z dzieckiem w czasie dodatkowego urlopu?
Może to brzmi śmiesznie, ale to pytanie pada całkiem często. „No dobrze, będę w domu z dzieckiem, ale co my będziemy całymi dniami robić?”. Jest w tym trochę lęku przed nudą, trochę przed „zmarnowaniem czasu”. Kiedy sam się nad tym zastanawiałem, pomagało mi uświadomienie sobie, że celem tego okresu nie jest „zapewnienie dziecku mega atrakcji 24/7”, tylko bycie przy nim w zwykłej codzienności.
To będzie karmienie, przewijanie, sprzątanie po rozsypanych chrupkach, spacery tymi samymi ścieżkami, czytanie tych samych książek piąty raz z rzędu. Będą też chwile zachwytu: kiedy dziecko po raz pierwszy samo się podciągnie, kiedy nowe słowo zabrzmi z zaskakującą wyraźnością, kiedy spojrzy ci w oczy z takim zaufaniem, że aż trudno to udźwignąć. Nie trzeba wymyślać fajerwerków. Trzeba być.
W naszym domu takim elementem codzienności były np. poranne rytuały. Krzyś miał swoje ulubione „przedszkolne śniadanie” i ulubiony kubek. Zosia – swoją książeczkę, którą koniecznie trzeba było przeczytać „jeszcze raz”. Dodatkowy urlop dał mi możliwość bycia przy tych drobiazgach, zamiast tylko łapać ochłapy między jednym a drugim mailem.
Relacja z partnerką – ważniejsza niż paragrafy
Dodatkowy urlop po macierzyńskim często oznacza też przemeblowanie w relacji. Jeśli to ojciec zostaje w domu, a mama wraca szybciej do pracy, odwracają się trochę role, do których przywykliśmy. I to może być piękne, ale też trudne. Warto o tym rozmawiać nie tylko na poziomie organizacji („kto kiedy wychodzi z domu”), ale też emocji.
Kiedy żona wróciła wcześniej do pracy, miała w sobie mieszankę ulgi (kontakt z dorosłym światem, możliwość realizacji zawodowej) i tęsknoty za dziećmi. Ja z kolei czułem dumę, że jestem z nimi, ale też zmęczenie i czasem zwyczajną frustrację. Dobrze było móc nazwać to wprost. Zamiast udawać, że „wszystko jest super”, przyznawaliśmy się nawzajem do tego, że jest nam czasem ciężko.
Ten okres nauczył nas, że rodzicielstwo to naprawdę wspólna sprawa. Że nie ma jednego „naturalnego” podziału ról, a to, jak je ustalimy, jest mieszaniną naszych wartości, możliwości finansowych, sytuacji zawodowej i zwykłej ludzkiej chemii. Dodatkowy urlop może stać się pretekstem do takiej rozmowy – a to często cenniejsze niż sam urlop.
Aktualne przepisy – sprawdź, zanim zdecydujesz
Tak jak w poprzednich tekstach z tej serii, podkreślę to bardzo wyraźnie: przepisy się zmieniają. To, co było możliwe w latach 2012–2016, dziś może wyglądać inaczej. Dlatego zanim pójdziesz do szefa z konkretną propozycją, usiądź z aktualnymi informacjami: stroną ZUS, poradnikiem przygotowanym przez rzetelne źródło, prawnikiem, działem kadr. Ten tekst ma ci pomóc zobaczyć, o co w ogóle warto pytać, ale nie zastąpi obowiązującego prawa.
Jeśli jednak cokolwiek z tego, co tu czytasz, poruszyło w tobie jakąś strunę – może warto wrócić do tego wieczorem, gdy dzieci zasną. Usiąść z partnerką, zrobić herbatę, wziąć kartkę i zadać sobie kilka prostych pytań: „Po co nam dodatkowy urlop?”, „Czego się boimy?”, „Co możemy zyskać?”. Odpowiedzi nie będą idealne. Ale mogą stać się początkiem decyzji, dzięki której za kilka lat spojrzysz na rodzinne zdjęcia z tego okresu i pomyślisz: „Dobrze, że wtedy odważyliśmy się na ten krok”.
